Bielsko-Biała z akcentem kobaltowym

Bielsko-Biała z akcentem kobaltowym

Pierwsza odsłona nóg w tym sezonie i można rzec ostatnia chwila rozpusty przed planowanym 10dniową detoksykacją jaką robię sobie raz do roku. Wczoraj odwiedziłam Bielsko-Białą i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że uwielbiam to miasto. Jako, że majowa temperatura zaczęła nas powoli rozpieszczać to z lekką pomocą samoopalacza zrzuciłam jarzmo noszonych gaci:) Sięgnęłam po jedną ze swoich ulubionych sukienek, kobaltową zamszową torebkę i pasujące do niej espadryle. Corocznej tradycji stało się zadość i ochrona plastrowo – skarpetkowa  nie uchroniła przed bólem i ranami godnymi kobiety wiedzącej, że czasem trzeba pocierpieć jak się chce dobrze wyglądać ..a przynajmniej chcącej włożyć to co chce:) Wszak popołudnie miało należeć do kobaltu. A może chabru. Panowie pewnie i tak powiedzą, że to niebieski i w sumie po co się wykłócać. Niezmiennym pozostaje, że popołudnie miało pozostać spędzone w Bielsku-Białej i tak też się stało. Po przyjeździe w rejon Olszówki, która z różnych względów pozostaje jednym z moich ulubionych zakątków miasta, czym prędzej trzeba było ruszyć naładować siły witalne. Restauracja Bazylia pomogła w tym znakomicie i odkryłam nie tylko ich wyborną pizzę ze szparagami, ale i lokalne piwo z browaru Dziedzice. Kto mnie zna wie, że jestem bardzo wybredna w kwestii piw i jako żona pracownika grupy piwowarskiej marudzę jak kwoka na grzędzie:)  Piwo jasne piję prawie nigdy, a jeśli już, to niekoniecznie spod sztandaru jedynej słusznej uznawanej w domu:) Niemniej w kategorii piw ciemnych i pszenicznych pozostawiam sobie wolną i szeroką rękę bo to jedne z niewielu, które mi smakują. I Weizen Dziedzice również dołączyło do mojej osobistej elitarnej listy, chyba nie bez powodu to III miejsce w Konkursie Piw Rzemieślniczych Festiwalu Birofilia 2014.

Olszówka to uroczy bielski zakątek tuż przy Lesie Cygańskim, nie mogłam więc odmówić sobie krótkiego spaceru i podglądania wiewiórek wśród drzew. A kiedy pizza i piwo ustąpiło w końcu miejsca na kawę i deser kierunek mógł być tylko jeden – rynek. A tutaj wybór padł na kawiarnię Oskar. Był czas kiedy w Bielsku-Białej bawiłam dość często, ale zawsze służbowo i zawsze w rejonie  Galerii Sfera. Sporo czasu upłynęło nim dotarłam w końcu i tu, no i przepadłam. Uwielbiam kawiarniany klimat a bielski rynek się w niego wpisuje idealnie. Byłam ciekawa jak drugiego dnia po oficjalnym pozwoleniu na publiczne prosperowanie gastronomii będzie to wszystko wyglądać. Ludzi było nawet sporo, co pewnie cieszy niejeden lokal tak wyczekujący odmrożenia tego segmentu. Ta możliwość posiedzenia  w plenerze przy kawie i bez maski mimo wszystko daje namiastkę normalności za którą chyba każdy z nas tęsknił.

Espadryle VENEZIA

Sukienka RESERVED

Torebka VENEZIA

 Restauracja BAZYLIA

 Kawiarnia OSKAR



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *