Czym pachnie wiosna, czyli nowe perfumy dla mnie i mamy

Czym pachnie wiosna, czyli nowe perfumy dla mnie i mamy

Wiosna pachnie mi kwiatami. To czas rozkwitu kolejno forsycji, magnolii, wiśni, wreszcie bzu i konwalii. Te ostatnie są absolutnie moimi ulubieńcami zarówno w kwestii estetycznej, jak i zapachowej. Od zapachu bzu i konwalii jestem uzależniona i latami próbowałam znaleźć sobie ich całoroczny zamiennik w postaci wód toaletowych. Swego czasu firma Yves Rocher fantastycznie odwzorowała jak nikt inny słodki bez. Najpierw w ich wodzie toaletowej o zapachu bzu zakochałam się ja, potem moja mama. Niestety, firma zrezygnowała z tej linii, zostawiając sobie w ofercie inne kwiaty. Jest co prawda konwalia, ale na dłuższą metę woda toaletowa mająca tylko jedną nutę zapachową – jest dość męcząca. Konwalie zdecydowanie zostawiam sobie na maj do zrywania, mam zresztą swój tajny zakątek leśny w Rudzie Śląskiej. Właśnie wczoraj uzupełniłam swój wazonik i narkotyzuję się ciągle tą wonią. Niemniej, jednak gdy w jakiś perfumach rządzi konwalia, od razu ją wychwytuję. I tak miała się sprawa z japońskimi perfumami L’eau d’Issey marki Issey Miyake. Choć na rynku są już od 1992 roku, odkryłam je dopiero teraz. I to zupełnie przypadkiem, szukając perfum na prezent dla mamy:) Pamiętałam, jak spodobały jej się kultowe J’adore Christiana Diora wypuszczone na rynek w 1999 roku. I choć tutaj nutą serca też rządzi konwalia oraz uwielbiamy przeze mnie jaśmin, to jednak ta gama zapachowych doznań dla mnie akurat jest zbyt ciepła. Mamy tu wszystko czego kwiatowa dusza zapragnie, na głowę idzie gruszka, magnolia, bergamotka, mandarynka, potem wchodzi konwaliowo-jaśminowe serce z tuberozą, frezją, śliwką i fiołkiem, by dokończyć bazę wanilią, jeżyną, cedrem i piżmem. I chyba ta końcówka wykańcza zapach tak bardzo przy ciele, tak blisko, otula nas jak ciepłym swetrem.. a ja wiosną i latem za ciepłym swetrem nie za bardzo:) Wiosną chcę wejść nieśmiałym krokiem w delikatne ochłodzenie, a to przynosi właśnie mój nowy zapach L’eau d’Issey. Niczym sopel lodu (wygląd butelki też mi się z nim kojarzy) chłodzi, zmraża, a jednak robi to w przyjemny, ozonowo-kwiatowy sposób. Na początku daje o sobie znać lotos, melon, frezja i cyklamen, by po chwili rozbić nozdrza wspomnianą konwalią, ale też piwonią wodną i rośliną goździka. Nutami bazy są tutaj egzotyczne drzewa, cedr, drzewo sandałowe, bursztyn oraz tuberoza i osmantus. To zapach, który kompletnie nie odpowiadałby mi zimą i jesienią, natomiast na wiosnę jest idealny. Czy latem się sprawdzi, tu mam obawy, ale na sezon letni mam swoich innych ulubieńców. Wiosenne zakupy zainspirowały do ujęć produktowo-domowych. Konwalii wtedy zerwanych jeszcze nie miałam, więc wpadły tu frezje:)



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *