Moja przygoda z obiektywem Pentacon 135mm f2.8

Moja przygoda z obiektywem Pentacon 135mm f2.8

W ostatnich dniach sporo postów poczyniłam w oparciu o zdjęcia wykonane analogowym obiektywem Pentacon 135mm f2.8. Jako, że przesiadłam się z lustrzanek Nikona na wygodniejsze dla mnie bezlusterkowce Samsunga to szukałam za niewielkie pieniądze dodatkowego szkiełka z lepszym zoomem. Tę możliwość dają stare, analogowe obiektywy, których na potęgę na rynku wtórnym, choć pewnie niejedno z was odszuka w piwnicy czy na strychu jakiś stary aparat np Zenit i już można sobie oszczędzić i tego wydatku. Potrzeba tylko odpowiedniej przejściówki, aby móc wkręcić obiektyw do cyfrowego sprzętu, a tych dość sporo na allegro. Mój stary Zenit przepadł niestety w czeluściach kolejnych przeprowadzek, dlatego rozpoczęłam poszukiwania odpowiedniego szkła, które będzie współpracować z aparatem cyfrowym standardu Mikro Cztery Trzecie.

Obiektyw z lepszym zoomem był mi niezbędny przede wszystkim na koncertach, gdzie do tej pory walczyłam dedykowanymi Samsungowi firmowymi obiektywami 45mm 1.8 , 16mm 2.8 oraz  kitem 16-50mm.  W przypadku siedzenia w pierwszym rzędzie nawet zdawały egzamin, jednak zawsze brakowało możliwości lepszego uchwycenia osób na scenie. Nie chciałam wywalać kasy na kolejny zoomobiektyw z kiepskim światłem, a wyłożenie kilku tysięcy na te z lepszym w dodatku używki nie wchodziło w grę. Inna kwestia, że z racji nieprodukowania już przez Samsunga sprzętu foto i akcesoriów do nich ciężko nabyć coś nowego. Termin koncertu na którym chciałam robić zdjęcia zbliżał się nieubłaganie i wtedy przyjrzałam się dostępnym na rynku tzw. obiektywom vintage z mocowaniem M42. Toporne, ciężkie, bez autofocusa, ale za śmieszne pieniądze nieraz dodawały ciekawego bokhedu fotografiom, no i miały wymarzony zakres ogniskowej. Zdecydowałam się  na wyprodukowany w Niemieckiej Republice Demokratycznej obiektyw Pentacon o zakresie 135mm, 6listkach przysłony i światłosile 2.8. Jeśli masz okazję zakupić te wyprodukowane w Japonii i z szesnastoma listkami nie wahaj się ani chwili.

Licząc na piękne, wyjątkowe zdjęcia trochę się przeliczyłam. Owszem światło cudne, kolory zachwycające.. niestety w słabych warunkach oświetleniowych taka lufa na małym lekkim aparaciku nie dała rady sprostać wyzwaniu jakim była ruszająca się wokalistka i trzęsące dłonie. Na 100klatek może 20 znośnych, 10 ostrych i  3 satysfakcjonujące, przynajmniej mnie. Wiadomo, że na zdjęciu ma zagrać nie tylko światło i ostrość, ale też fajny wygląd postaci, udana mimika i dlatego czasem udane pod kątem ostrości i kadru zdjęcia lądują jednak w śmietniku. Najzwyczajniej w świecie nie potrafiłabym  zaprezentować zdjęcia wiedząc, że osoba na nim wypadła niekorzystnie czy wydaje mi się, że mogłoby to zostać w taki sposób odebrane, zwłaszcza jeśli chodzi o kobietę. Sama jako kobieta nienawidzę się na tysiącach zdjęć, więc temat tu za mało tam za dużo, zmrużone oczy, nie ten profil znam nad wyraz dobrze. 3 dobre sztuki z całego koncertu .. nie to zdecydowanie za mało satysfakcjonujący mnie wynik. Nie pozbyłam się jednak obiektywu od razu. Przetestowałam go w plenerze, przy słońcu, chmurach, na ulicy, nad stawem, w trawie.  Jest wiele perełek, których bym nie miała bez niego. Jest taki flow vintage na tych fotografiach jakiego nie złapałam do tej pory ( i mam tu na myśli jeszcze surowe zdjęcia przed retuszem). Niestety za dużo nieudanych kadrów i za dużo przypadków wyjdzie nie wyjdzie abym cierpliwie znosiła pracę tego szkiełka. Z racji gabarytów ciężko było również pozostać anonimowym, co w fotografii ulicznej jest na wagę złota.

Czas zabawy minął, pozostało z niej wiele przyjemnych obrazków do których przekierują Was linki umieszczone na końcu posta. Jeśli ktokolwiek ma bezlusterkowca i chciałby się pobawić starym analogowym obiektywem zawsze będę do tego zachęcać. Zgoła odmienne odczucia w fotografowaniu przy absolutnie minimalnym koszcie finansowym. W zasadzie nie straciłam na zabawę ani złotówki, bo udało się odsprzedać w cenie w jakiej go zakupiłam. Jeśli jednak potrzebujemy szybkiego i gwarantującego nam ostrość żylety obiektywu to zapomnijmy o podobnych eksperymentach, taka moja subiektywna rada.

Linki do postów gdzie umieszczone zdjęcia pochodzą z powyższego obiektywu:

ZABRZE W CZASACH PANDEMII

Z NUDÓW CHUDÓW

MAJÓWKA NA HAŁDZIE SKALNY

BIAŁO-CZERWONA W ZABRZU

NA TROPIE KACZEK I KONWALII



1 thought on “Moja przygoda z obiektywem Pentacon 135mm f2.8”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *