Bidart i moje pierwsze spotkanie z oceanem

Bidart i moje pierwsze spotkanie z oceanem

Dziś obchodzimy Światowy Dzień Oceanów. I dziś sięgam po obrazy i wspomnienia z mojego pierwszego spotkania z tą bezgraniczną taflą wody. Z gigantem. Z Atlantykiem. W tym samym mieście, na tej samej plaży, choć w różnych porach roku. Był rok 2005 końcówka grudnia, kiedy wybrałam się w podróż po Europie jako osoba towarzysząca podczas ogarniania jednego zlecenia. Cel znajdował się w Hiszpanii, a że potrzebne były postoje odpoczynkowe na trasie stawaliśmy przy niezbyt ciekawej autostradzie niemieckiej i na kilku stacjach francuskich. Jedna z nich dość blisko granicy z Hiszpanią a patrząc na mapę jeszcze bliżej plaży dawała realną szansę na ujrzenie po raz pierwszy na oczy oceanu. To nic, że zima, że zaraz się ściemni, że tylko godzina czasu – trzeba znaleźć jakieś wyjście, zejście, cokolwiek byle uciec od ruchliwej autostrady i stacji. I wtedy odkrycie, wyszarpana dziura w siatce ogrodzeniowej (chyba nie ja jedna marzyłam tutaj o wyrwaniu się) i spokojne ziemiste zejście gdzieś tam. Ok próbujemy idziemy, wtedy nie było supernowoczesnych smartfonów z gpsem, endomondo czy innymi cudami. Po kilku minutach udało się dróżką leśną dojść do bardziej cywilizowanych warunków, w oddali  ukazały się domostwa a za nimi oczami wyobraźni widziałam już ocean. Czułam i słyszałam, chciałam jeszcze zobaczyć:) I stało się to po pokonaniu niskiego, ciemnego tunelu – na szczęście krótkiego więc klaustrofobii nie było szans złapać. Na dworze robiło się ciemno więc w pierwszej minucie zachwytu zdążyłam się ocknąć i strzelić jeszcze jedno sensowne foto i to właśnie ono znajduje się na początku tego postu. Nie sądziłam, że kiedyś tu wrócę i to w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody. Taka okazja nadarzyła się ponownie w kwietniu 2006r. i tym razem postój mógł trwać cały dzień, także hulaj dusza.. Na niebie słońce a ja mam dzień przerwy w trasie na plaży przy Oceanie Atlantyckim, no bajka! Wtedy zdjęć powstało znacznie więcej w przeważającej części ze mną i nagim biustem w roli głównej czego tu oszczędzę oddając zaszczyty kamieniom pokrytym mchem:) W powrocie z Hiszpanii (ponownie ona była celem) znów stanęliśmy na znajomej stacji paliw i choć dzień był pochmurny a postój krótki, nie mogłam sobie darować szybkiego truchtu znajomą już ścieżką i spędzenia choćby kwadransa  z Atlantykiem. Jak do tej pory to jedyny ocean, który było mi dane zobaczyć. Raz w Portugalii i trzykrotnie tutaj na francuskim wybrzeżu, konkretnie w miejscowości Bidart. Nie zapoznałam się zbytnio z miasteczkiem, z regionu Akwitanii mogę powspominać jedynie plażę de L’uhabia, ale miłe to wspomnienia. I tak, można się  tu opalać  topless, po spotkaniu pewnych jegomości rzekłabym, że nawet zupełnie bez niczego:) Przynajmniej wtedy nikomu to nie przeszkadzało albo nikt nie podnosił rabanu.

 



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *