Na tropie kaczek i konwalii

Na tropie kaczek i konwalii

Ostatni kwietniowy dzień, przyjeżdżasz wymienić opony i umyć auto do dzielnicy, gdzie spędziłaś 11lat życia, idziesz złapać oddech do pobliskiego lasku, gdzie bywałaś setki razy i .. natrafiasz na łąkę obsypaną konwaliami. Ja się pytam jak mi ten widok i zapach umknął kiedy tu mieszkałam? Konwalie kocham, ale zawsze się przede mną ukrywały, przy odrobinie szczęścia dały się kupić gdzieś na miejskim deptaku. Jako, że przyzwyczajenia robią swoje i przyjechałam na stare śmieci wymienić opony i przy okazji umyć brudasa na myjni z której notorycznie odnajduję stare kupony gratisowego mycia postanowiłam skorzystać z fajnej pogody i pospacerować w doskonale mi znanych zaroślach wzdłuż kilku stawów. Zbiorniki wodne znajdują się na granicy rudzkich dzielnic Chebzie i Godula i robią za dość dobre magnesy dla łabędzi, kaczek i rybaków przede wszystkim.  Teraz gdy komfort ściągnięcia maski z twarzy jest na wagę złota a i czasu wolnego jakby więcej, przekonałam się, że także dla rodzin chcących odpocząć gdziekolwiek – nawet nad oczkiem wodnym schowanym w miejskiej dżungli.

Ostatnio miałam trochę więcej czasu na przemyślenia o sprawach ważnych i tych mniej. Jako osoba pracująca w branży kwalifikującej się przy dobrych wiatrach dopiero na IV etap odmrażania zasiliłam szeregi szczęśliwców bez pracy. Czy będzie to dłuższy stan czy chwilowy tego nie wiedzą najstarsi górale. Swoją drogą ciekawam jak urzędy pracy zdzierżą popandemiczne boom, nie tylko ze strony rodzimych mieszkańców, zwłaszcza, że jeden z kandydatów na prezydenta obiecuje bezrobotnym złote góry w postaci sowitych dodatków zasiłkowych:)  Tymczasem wyciszam się na łonie natury i w końcu testuję analogowe zdobycze. Tym razem Pentacon 2.8/135mm. W połączeniu z bezlusterkowym Samsungiem NX500. Widoczki za sprawą Huaweia Mate 20.



1 thought on “Na tropie kaczek i konwalii”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *