TOP5 czyli moje pielęgnacyjne odkrycia 2020

TOP5 czyli moje pielęgnacyjne odkrycia 2020

Ostatni dzień roku zachęcił mnie do zrobienia kosmetycznego podsumowania, a w zasadzie podzielenia się moimi osobistymi odkryciami w zakresie pielęgnacji. Postanowiłam stworzyć TOP5 czyli listę moich pięciu perełek, na które wpadłam w tym roku i które trafią na listę stałych zakupów.

Zaczynając od końca:

5. Kupiony przypadkiem niecałe 2tygodnie temu krem do włosów LOREAL Elseve Dream Long  NO HAIRCUT CREAM. Myślą przewodnią kremu było zachowanie dowolnej długości włosów bez potrzeby podcinania końcówek. Jestem totalnym zaprzeczeniem kobiety spędzającej max czasu u fryzjera i nałogowo podcinającej końcówki. Wspomniane przybytki odwiedzam przy dobrych wiatrach raz w roku (hmm próbuję sobie przypomnieć czy w tym roku to miało miejsce) więc taki preparat to skarb, co nie zmienia to faktu, że z lekką dozą sceptyczności podchodzę do tego typu  haseł reklamowych. Jednak skuszona promocją poddałam się temu i  było to całkiem miłe uczucie poddania. Włosy pachną, błyskawicznie się rozczesują, są puszyste wręcz sypkie, a rozdwojone końcówki jakby sklejone ale nie oblepione i mniej rzucające się w oczy. Mam bardzo długie włosy i jeśli decyduję się na obcinanie to raz a dobrze, czyli cięcia o połowę długości tudzież całkowita zmiana fryzury np grzywka. Wiem, że panuje opinia “żeby włosy były zdrowe podcinaj” ale preparaty takie jak ten dają nadzieję na owe niepodcinanie. Ma to nastąpić dzięki mieszance kreatyny, witamin i olejku rycynowego. Dla mnie dodatkowym plusem kremu jest termo ochrona włosa przed ciepłym strumieniem powietrza. Przyznaję, że ten krem mi odczarował markę omijaną przeze mnie od lat szerokim łukiem, zarówno w pielęgnacji jak i kolorówce.

4. Mydło w płynie CAMOLIN o zapachu rabarbaru.

Jako dorosła odkrywam na nowo rabarbar czy to w postaci kompotu, dodatku w drożdżówce  czy właśnie w kosmetykach. Nie spodziewałam się, że rabarbarowy zapach będzie moim ulubionym, a takim się stał. Uwielbiam jednak to mydło nie tylko za zapach, ale i skład. 98% składników w pełni wegańskiego kosmetyku ma pochodzenie naturalne. Kluczowym jest tu kompleks wyciągów z kwiatów malwy, lnu i owsa oraz nawilżającej gliceryny. Mydło nie narusza naturalnej bariery lipidowej skóry i nie wysusza. To co zauważyłam od czasu stosowania tego mydła to.. brak suchej skóry. A przecież zimą jest ona najbardziej przesuszona, z okolic łydek zazwyczaj odchodziła mi skóra płatami i nie pomagały nawet balsamy. A teraz uwaga. Od kilku miesięcy jakoś tak wyszło, że .. nie używam w ogóle balsamu do ciała. Naprawdę sporadycznie traktuję skórę kremem, a mimo to nie jest sucha. Uświadomiłam to sobie dość niedawno i od razu połapałam, że zaczęło się to dziać od momentu odstawienia wszelkich żeli pod prysznic, a kupieniu właśnie tego mydła. Przypadek? Nie sądzę:) Nie znałam wcześniej tej marki, która powstała “z miłości do natury i wyjątkowych wspomnień – zapachu ogrodu, smaków dzieciństwa i słodkiej beztroski” i trzeba przyznać, że ta inspiracja polską naturą i jej zapachami to był strzał w dziesiątkę. W serii znajdziemy również mydła, żele o zapachu poziomki, mirabelki czy miętę. Camolin to także chemia gospodarcza o zapachu porzeczki, agrestu czy akacji.

 

3. Fitoaktywny tonik esencja bezwacikowy UZDROVISCO.

Przyznaję się..nie używałam toników nigdy. Nie czułam potrzeby. Płyn micelarny i krem do twarzy wystarczały. W myśl pielęgnacji koreańskiej i coraz większej świadomości wydłużyłam nieco wieczorne oczyszczanie i przygotowywanie do snu skóry. Po demakijażu obowiązkowo nakładam dla zneutralizowania pH skóry tonik esencję w jednym, kolejno serum i krem na noc. Markę Uzdrovisco kojarzyłam, ale jakoś nie było nam nigdy po drodze. Pochodząca z Pruszkowa marka Uzdrovisko to naturalne kosmetyki oparte na roślinnych ekstraktach. Wspomniany tonik to mieszanka 98%naparu z nagietka i dziewanny, które mają łagodzące właściwości w przypadku stanów zapalnych. Nagietek od lat był w medycynie roślinnej stosowany jako wspomagający gojenie. Celem nawilżenia do składu dołączył jeszcze kwas hialuronowy 4D multicząsteczkowy oraz syrop węglowodanowy o zmiękczających i rewitalizujących właściwościach. Konsystencja jest przezroczysta bardziej rzadsza od żelu jednocześnie nie wyciekająca przez palce. Ponieważ w pielęgnacji skóry warto sięgać zarówno po tonik neutralizujący odczyn skóry jak i esencję, która nawilża odżywia skórę i jest nakładana przed serum i kremem to opcja 2w1 jest dla mnie mega wygodna. Jak również wersja bezwacikowa.

2. Masło do ust NACOMI o smaku pomarańczy

W tym roku przetestowałam kilka specyfików do ust od medycznych po osławione koreańskie nocne maski nie warte swojej ceny. I o dziwo najskuteczniejsze w walce ze spierzchnięciem a jednocześnie najprzyjemniejsze w użytkowaniu i smaku było masełko o zapachu pomarańczy z olejem macadamia.  Lubię wspierać lokalne firmy dlatego kiedy w parze z jakością, niewygórowaną ceną idzie także pochodzenie marki tym większa moja radość, a Nacomi to marka kosmetyków naturalnych mających swoją siedzibę w Węgierskiej Górce. To masełko to jest mój absolutny hit. Lubię nakładać zarówno w takiej twardej wersji wtedy czuję taki efekt pellingu, a kiedy pod wpływem temperatury masełko wzbogacone miodem i masłem shea się roztapia w opakowaniu i ma bardziej rzadką konsystencję też jest to fajne uczucie. Usta w mig są nawilżone.

1. Pachnący zmywacz do paznokci w płatkach Ferity Style Pen .

Absolutny hit tego roku. Odkryłam przypadkiem na jakiejś dolnej półce w Auchan i jak do tej pory znajduję je tylko w tym sklepie. Marka Ferity Style Pen jest własnością Cosmo Cosmetics INC. – kalifornijskiej firmy produkującej m.in kosmetyki kolorowe. Mnie oczarowały ich płatki gdyż jest to jak dotąd jedyny sposób na usuwanie lakieru z paznokci bez nieprzyjemnego zapachu, ba towarzyszy temu fantastyczny zapach. Do wyboru macie: waniliowy, pomarańczowy, truskawkowy, cytrynowy, jagodowy i  kokosowy. I tu moim ulubieńcem okazała się pomarańcza. Płatki zamknięte w niewielkim pojemniczku są świetną alternatywą dla mini zmywaczy zabieranych wcześniej przeze mnie w podróż niestety często rozlewających się w worku:( Nie muszę już martwić się o rozlanie, towarzyszący temu smród i przede wszystkim dodatkowe ml płynu w bagażu podręcznym. Dodatkowo płatki nie zawierają acetonu (czy może być piękniej?) i pomimo tego skutecznie usuwają lakier (różnie to bywało z tymi bezacetonowymi produktami). Nie wysuszają skórek ani płytki, bo pozostawiają taki jakby oleisty filtr. Generalnie nawet jak jeden płatek maksymalnie mi się wybrudzi ciemnym lakierem i zaczyna barwić skórę poprzez pocieranie nie przejmuję się tylko staram na maksa potrzeć jak największą ilość paznokci. Mam wrażenie jakby jakiś olej ściągał mi warstwę lakieru. Z każdym kolejnym płatkiem płytka i skóra jest oczywiście czystsza. Płatków w pudełeczku jest 32szt i szybkość ich zużycia będzie zależała od indywidualnych potrzeb. U mnie w przypadku jasnego lakieru (podwójna warstwa beżu, pudrowego różu) wystarcza jeden płatek na zmycie lakieru i drugi do całkowitego wyczyszczenia dłoni. Przy ciemnych kolorach jak czerwień, bordo, niebieski płatków potrzebuję kilkakrotnie więcej ale zazwyczaj nie zużywam na jedno zmywanie więcej niż 4sztuki. I na koniec cena – ok 6zł no bajka obserwując przy podobnych ilościach opakowania innych marek oferowanych w sieci za cenę czterokrotnie wyższą.

 

 



1 thought on “TOP5 czyli moje pielęgnacyjne odkrycia 2020”

  • Super, że udało Ci się znaleźć dopasowane kosmetyki do siebie! Ja nadal jestem na etapie poszukiwań, bo męczę się z przesuszoną skórą. Już nawet nie zliczę ile balsamów i kremów testowałam, ale efekt jest ciągle taki sam. Dramat serio, nie wiem co zrobić

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *